poniedziałek, 3 grudnia 2012

Wspomnień czar... S'thrash'ydło'92


Live: S'THRASH'YDŁO'92 (1. Dzień: GHOST, LASTWAR, MORDOR, DEAD INFECTION, SMIRNOFF, HATE, EXULCERATION, NECROPHOBIC, TRAUMA, DRAGON, DISHARMONIC ORCHESTRA. 2. dzień: DECAY, GUARDIAN, REGREDIOR, GARDEN OF WORM, CHRIST AGONY, KINSKY, VADER, VIOLENT DIRGE, TORNADO, MORGOTH)...
Ciechanów, 21-22.08.1992

Piąta edycja ciechanowskiego festiwalu przeszła do historii jako najbardziej udana impreza, jaka odbyła się na Zamku Książąt Mazowieckich. Jedynie niska frekwencja mogła popsuć humory organizatorów, ale to tylko szczegół.
Wątpliwy zaszczyt otwarcia koncertu przypadł w ogóle nieznanej mi kapeli (niestety nie udało mi się zapamiętać jej nazwy), która uraczyła obecnych 20-sto minutową dawką hałasu (słowa uznania dla panów za konsoletą). To samo spotkało gdański GHOST, gwiżdżąco-piszczące gitary, skutecznie zagłuszyły wszelkie walory techniczne grupy, cały wysiłek muzyków poszedł na marne. Trochę lepiej wypadł LASTWAR. Zaprezentowali całkiem przyzwoity thrash, będący odzwierciedleniem ich obecnego stylu. Brak reakcji ze strony publiki można przypisać jedynie nagłośnieniu i wczesnej porze. Po ponad godzinnej męczarni na scenę wkroczył MORDOR. Rozpoczęli wstępem z „Opus Dei” LAIBACH. by zaraz zmiażdżyć niewyobrażalną wprost siłą, ciężarem oraz jakością wykonania. Zniknęła gdzieś jazgocząca ściana hałasu, która towarzyszyła nam od samego początku. W zamian pojawiły się czyste, wyraźne dźwięki /albo cud, albo akustycy wytrzeźwieli). Poza tym okazało się, że na żywo MORDOR jest grupą bardzo żywotną i pełną ekspresji. Doskonałe przedstawienie w wykonaniu kwintetu z Częstochowy zostało należycie przyjęte przez publiczność. Tuż po koncercie rozeszła się pogłoska o podpisaniu kontraktu z niemieckim SPV. Ciekawe co z tego wyniknie.
Wspaniałą atmosferę skwapliwie wykorzystał DEAD INFECTION rozgrzewając publiczność do białości swym brutalnym i bezkompromisowym materiałem z wydanej w ostatnim czasie kasety „Start Human Slaughter”. Ich death/gore całkowicie zawładnęło umysłami obecnych na placu zamkowym ludzi. Chwila przerwy i na scenę wchodzi SMIRNOFF. Mocną stroną tej kapeli były zawsze teksty, tymczasem wokal wyciszono, tak że prawie w ogóle nie było go słychać. Została muzyka – prosta, szybka, z odrobiną melodii. Obyło się bez rewelacji. Podobnie wypadł HATE z Warszawy, muzycznie bazują na sprawdzonych patentach w death metalu. Brak własnej tożsamości muzycznej nie mógł wzbudzić większego entuzjazmu – i tak też się stało. EXULCERATION (Sui) był pierwszym zachodnim gościem, dali dość statyczny występ, który z połączeniem raczej prostego death/grind dał mało zadowalający efekt. Jedynie głos wokalisty wzbudził powszechne zainteresowanie – takiego wygaru jeszcze nigdy nie słyszałem. Pierwszy raz dało o sobie znać zmęczenie. Z Rybnika zawitał NECROPHOBIC prezentując monotonny i przede wszystkim zbyt długi program. Myślałem, że nigdy się to nie skończy. Ufff... Pechowo rozpoczęła TRAUMA (ex-THANATOS). Pęknięta struna w gitarze zatrzymała impet, z jakim zaczęli koncert, chwilę potem wszystko wróciło do normy i do moich uszu dotarł brutalny i szybki death metal z ciekawym vokalem w roli głównej. Kwartet z Elbląga pozostawił w moim coraz mniej rejestrującym umyśle całkiem miłe wrażenie. Wykończona tym maratonem publiczność, czekała już tylko na DISHARMONIC ORCHESTRA. Tymczasem pojawił się jeszcze jeden polski wykonawca – DRAGON. Znużenie sięgało szczytu. Zagrali jak na starych wyjadaczy przystało, poprawnie, bez żadnych potknięć, w dodatku ciężko i szybko. Ot, profesjonaliści. W tym wszystkim był jeden malutki szkopuł - to było cholernie nudne!!! Po pięciu godzinach wyczekiwania wreszcie są!!! DISHARMONIC ORCHESTRA!!! Wbrew nazwie, muzyka Austriaków jest klarownym zestawieniem tego, co jest najlepsze w death metalu i grind/core. Luz, wspaniałe zachowanie na scenie, to było to, czego brakowało naszym zespołom. Koktajl utworów ze wszystkich krążków po raz ostatni rozruszał zastygłą już publiczność. Jeszcze kilka bisów i pierwszy dzień S'thrash'ydła dobiegł końca.

Niestety i tu pojawiło się bydło! Świadczą o tym kradzieże (ofiarami padły głównie kapele), przypadki krojenia i mordobicia. Dzień drugi stał pod znakiem zmienności humorów osób nagłaśniających imprezę czyli krótko mówiąc panów za konsoletą. Tak chyba można określić to, co wyprawiali z brzmieniem poszczególnych kapel. Na powitanie zagrał tubylczy DECAY, który nie wzbudził reakcji nawet u własnej publiczności, znanej z patriotycznych przyjęć lokalnych bandów. Trudno zresztą się temu dziwić, gdyż był to thrash na niskim poziomie, bez wyrazu i porządnego kopa. Przeciętności ciąg dalszy. Tym razem w wykonaniu zespołu GUARDIAN z Białej Podlaskiej. To, co usłyszałem, w żaden sposób nie pokrywało się z opinią, jaką słyszałem o zespole, to było wprost nudne.
Jako trzeci wystąpił REGREDIOR z Litwy, muzycznie wypadli raczej średnio, wizualnie też nie najlepiej. Aha, dla tych co nie wiedzą cóż takiego gra ów REGREDIOR spieszę z info, iż jest to death metal... Na następną kapelę czekałem z niecierpliwością – GARDEN OF WORM! Ciekaw byłem konfrontacji studyjnych nagrań z koncertową rzeczywistością. Wyszło wręcz tragicznie, oczywiście z winy nagłośnienia, świeżość i konceptualna oryginalność utworów z „Extra...” zostało przemienione przez czarodzieja zza konsolety w hałaśliwy bełkot. Problem ten znikł przy pokazie CHRIST AGONY – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zespół ten został wręcz entuzjastycznie przyjęty. Mało tego – zagrali nawet na bis! Dziwi mnie to, gdyż nie jest to zespół muzycznych indywidualności, grupowo też nie zachwycają. Jedynym sensownym wytłumaczeniem dla mnie jest typowy black metalowy image. Faktycznie w tym są nieźli.
Niespodzianek ciąg dalszy – KINSKY!!! Yeah, industrialno-psychiczny materiał proponowany przez ten kwartet rzucił mnie prawie na kolana! To było coś wspaniałego, przytłaczające wprost utwory w jeszcze bardziej chorych klimatach nie pozostawiły nikogo w obojętności. Reakcje były różne, od zachwytu do całkowitej negacji. O to przecież chodziło. Zaszokowali również swym zachowaniem się na scenie. Brawo KINSKY! Kolejna zmiana nastroju za sprawą olsztyńskiej grupy VADER. Peter i spółka dali z siebie wszystko, przez około 40 min. trwało szaleństwo przed i na scenie. Szybkość, agresja, po prostu VADER!!! Pozostałą część czasu do występu MORGOTH wypełnił stołeczny VIOLENT DIRGE i litewski zespół TORNADO. Jedni i drudzy grają thrash, z tym że VIOLENT gra go znacznie mocniej z elementami death, natomiast u Litwinów można doszukać się amerykańskiej szkoły z TESTAMENT na czele. Obie grupy wypadły raczej miernie, nie wzbudzając żadnych reakcji.
Chwilowa przerwa i nastąpił start jednej z bardziej zabijających kapel z Europy - MORGOTH!!! Szał, pogo, zabawa od pierwszej do ostatniej minuty. Dynamiczne, pełne i ekspresji numery tchnęły życie w zmęczone organizmy słuchaczy. Bez chwili wytchnienia niemiecka machina wyrzucała z siebie coraz to nowe kawałki, prezentując przy tym dwa najnowsze będące zapowiedzią przyszłego LP, a zapowiada się on niezwykle interesująco. Kilka bisów i... koniec.

Specjalnie dla czwartego numeru K.O.D.’zine relację przygotował Krzysztof z ELDRICH PALMER’zine

Nic dodać, nic ująć...

2 komentarze:

  1. Niezapomniane chwile,bo była to ostatnia wielka zabawa,po raz kolejny na tym festiwalu,przed moim połowaniem do wojska.Kochałem te mury zamku i ten klimat.Niesamowite ma stamtąd przeżycia i wspomnienia od pierwszej edycji na zamku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie ten koncert był również ostatnim przed pójściem w "kamasze" i wcale nie uważam,że był tak tragiczny jak komentuje to autor recenzji.Chociaż ja byłem tam,żeby się bawić,a nie krytykować.Od samego początku do końca wspaniale się bawiłem i do tego jeszcze miałem okazję zrobić sobie kilka fotek z kapelami między innymi Discharmonic.. i Morgoth.A co do bydła i krojenia,to też nie było tak źle,bo wcześniejsze edycje tego festiwalu były znacznie bardziej brutalne.Pozdrawiam wszystkich znajomych metali z Wejherowa,Włocławka,Warszawy,Białegostoku,Ostródy,Olsztyna,Ełku,Pisza...i innych miast,których już z wiekiem czasu nie pamiętam,ale przede wszystkim pozdrawiam wszystkich maniaków metalu z mojego miasta,czyli Łomży.Zarówno tych,co wtedy ze mną jeździli na te festiwale,jak również tych co teraz podtrzymują naszą tradycję:-) Hail

    OdpowiedzUsuń